
Tekst: Kolofon
Serwis dzieli treść na serie, ale ma też jeden wspólny strumień, w którym wszystko układa się chronologicznie. To rozróżnienie okazało się ważniejsze, niż zakładaliśmy: seria to jest deklaracja formy, a strumień to jest sposób czytania. Czytelnik regularny wchodzi w strumień. Czytelnik z wyszukiwarki trafia w serię.
Pod spodem jest jeden typ wpisu. Nie ma osobnego typu dla fotografii i osobnego dla eseju. Jest jeden obiekt z opcjonalnymi polami: obraz, identyfikator filmu, obrazy wplecione w akapity, znacznik wydarzenia inny niż data publikacji. Wypełnione pola decydują o tym, jak wpis się wyświetli.
Ta decyzja zapadła, kiedy doszła pierwsza seria fotograficzna, i przez chwilę wyglądała na pójście na łatwiznę. W praktyce uratowała kolejne trzy serie. Kiedy pojawił się pomysł na wpisy z filmem, nie trzeba było dokładać typu — wystarczyło jedno pole. Kiedy doszły wpisy z obrazami w środku tekstu, doszła jedna tablica. Kiedy trzeba było rozdzielić datę publikacji od daty wydarzenia, doszło jedno pole.
Gdyby każda z tych rzeczy była osobnym typem wpisu, każda wymagałaby własnej trasy, własnego szablonu i własnego wiersza w każdym miejscu, gdzie wpisy się wylicza. Zamiast tego wszystkie serie jadą jedną trasą i jednym szablonem.
Koszt jest taki, że typ wpisu ma sporo pól opcjonalnych, a szablon ma sporo rozgałęzień. To jest uczciwa cena i płacimy ją świadomie.
Kolofon