Kolofon
Miejsce na prozę, które należy do ciebie.
Silnik publikacyjny dla piszących. Twoja domena, twoje teksty, twoja baza danych. Bez platformy, która stoi między tobą a czytelnikiem i liczy sobie za to procent.
kontakt@kolofon.dev
Skąd nazwa
Kolofon to notka na końcu książki — kto ją złożył, jaką czcionką, w jakiej drukarni. Nazywa aparat produkcji, nie dzieło. Tak samo ten silnik: nie wie nic o twojej marce, twoich autorach ani twojej treści. Renderuje to, co mu dasz, i schodzi z drogi.
Dla kogo
Piszesz regularnie i chcesz to gdzieś zbierać
Dziennik, proza z drogi, eseje, fotografia z podpisem. Serie wpisów, wspólny strumień, archiwum, które da się przeglądać za trzy lata.
Nie chcesz oddawać czytelników pośrednikowi
Na platformie twoi czytelnicy są jej użytkownikami, nie twoimi. Zmienia regulamin, zmienia algorytm, zmienia stawkę. Tutaj adres należy do ciebie i nie da się go zabrać.
Zależy ci, żeby to wyglądało poważnie
Typografia zaprojektowana pod dłuższy tekst, nie pod scroll. Karty do udostępniania, RSS, poprawne SEO, instalacja na telefonie.
Co dostajesz
Serie i strumień
Wpisy dzielą się na serie, a strumień zbiera wszystko w jeden nurt. Nowa seria to jeden plik, nie przebudowa strony.
Publikacja z wyprzedzeniem
Piszesz partiami, publikujesz przez miesiące. Wpis z przyszłą datą czeka i pojawia się sam — w serwisie, w RSS i w powiadomieniach.
Aplikacja i tryb offline
Czytelnik instaluje serwis na telefonie i czyta w metrze bez zasięgu. Powiadomienia push informują o nowym tekście, bez pośrednictwa czyjegoś algorytmu.
Dystrybucja
RSS wpina się w automatyzacje — nowy wpis trafia sam na Facebooka, Bluesky i gdzie jeszcze zechcesz.
Czytelnicy
Komentarze z ochroną antyspamową, oceny w gwiazdkach, licznik odsłon. Opcjonalne konta z trwałą tożsamością pod komentarzem — albo całkowita cisza, jeśli wolisz.
Twoje dane
Wpisy to pliki w repozytorium, którego właścicielem jesteś ty — nie ja. Komentarze i głosy w twojej bazie. Nie ma tu funkcji eksportu, bo nie ma czego wywozić: dorobek od pierwszego dnia leży u ciebie i możesz z nim zrobić, co zechcesz, także odejść ze mną nie rozmawiając.
Dowód
Kolofon nie jest slajdem ani prototypem. Powstał przez wydzielenie z serwisu, który działa od miesięcy na własnej domenie i publikuje regularnie: kilka równoległych serii, wspólny strumień, publikacja rozłożona w czasie, tryb offline, powiadomienia, oceny czytelników. Wszystko, co opisano wyżej, jest tam używane naprawdę — nie na danych przykładowych. Ta strona, którą właśnie czytasz, też jest instancją Kolofonu, postawioną w jeden dzień.
Adresu tamtego serwisu nie podaję. Kolofon jest projektowany między innymi dla ludzi, którzy publikują pod pseudonimem albo całkiem anonimowo. Gdyby każde wdrożenie lądowało w portfolio dostawcy, ta obietnica byłaby warta tyle, co regulamin platformy. Zasada obowiązuje w obie strony i zaczyna się u mnie: żadna instancja nie jest tu wymieniona, a instancja może wyłączyć podpis silnika w stopce jednym ustawieniem.
Zamiast listy referencyjnej jest changelog — historia wersji prosto z repozytorium, z godzinami commitów, opisem każdej decyzji i każdego błędu, który trzeba było naprawić. To twardszy dowód niż logo klienta: pokazuje, jak ten silnik jest rozwijany i jak reaguje na własne pomyłki. A jeśli przed decyzją potrzebujesz zobaczyć działające wdrożenie na żywo — napisz, pokażę.
Czego Kolofon nie robi
Nie przyprowadzi ci czytelników
Nie ma katalogu, rekomendacji ani strony głównej z cudzymi tekstami. Zasięg budujesz sam. Platformy obiecują tu więcej — i czasem nawet dowożą, w zamian za kontrolę nad twoją listą odbiorców.
Nie ma jeszcze panelu administracyjnego
Wpisy powstają jako pliki. Dla piszących, którzy chcą tylko pisać, prowadzę to na razie za rękę — zakładam instancję, wgrywam teksty i uczę obsługi. To celowo nie skaluje się na tysiąc klientów.
Nie jest samoobsługowy
Nie klikniesz „załóż serwis" i nie dostaniesz go w minutę. Każda instancja powstaje w rozmowie, bo pierwsze wdrożenia uczą mnie więcej niż formularz rejestracji.
Jak zacząć
Test na mojej subdomenie — za darmo, pierwsze pięć osób
Dostajesz działającą instancję pod adresem twojanazwa.kolofon.dev, postawioną i prowadzoną przeze mnie. Piszesz, publikujesz, sprawdzasz, czy to jest miejsce dla ciebie. W zamian proszę o jedno: mów wprost, co uwiera. Pierwsze wdrożenia uczą mnie więcej niż jakikolwiek formularz.
Serwis na twojej domenie — płatnie
Stawiam wszystko od zera pod adresem, który wybierzesz: domena, wdrożenie, baza, konfiguracja, przeniesienie tekstów z testu. Od tego momentu to jest twój serwis pod twoim adresem, a nie podnajem u mnie.
Repozytorium jest twoje od początku
Zakładam je na twoim koncie, nie na swoim. Wszystkie teksty leżą tam jako pliki, więc w każdej chwili możesz je wziąć i zrobić z nimi co chcesz — także oddać komuś innemu albo postawić serwis samodzielnie. Nie trzeba mnie o to pytać ani nawet uprzedzać.
Czego test nie daje
Adres kończy się na kolofon.dev, więc jest publicznie powiązany ze mną i z silnikiem. Baza z komentarzami i ocenami stoi na moim koncie Cloudflare. Jeśli publikujesz anonimowo albo pseudonimowo, to jest dokładnie ta zależność, przeciwko której ten silnik powstał — do testu nadaje się dobrze, do docelowego publikowania nie. Własna domena rozwiązuje jedno i drugie.
Ile to kosztuje
Pierwsza piątka nie płaci nic
Test na subdomenie jest darmowy i nie zamieni się po cichu w fakturę. Jeśli po nim zechcesz przenieść się na własną domenę, to jest osobna decyzja i osobna rozmowa — a jeśli nie zechcesz, zabierasz teksty i nic mi nie jesteś winien.
Później: rząd wielkości
Postawienie serwisu na własnej domenie to jednorazowo mniej więcej 1500–3000 zł dla osoby prywatnej i 4000–8000 zł dla instytucji — ta sama praca, inna zdolność płatnicza. Do tego opieka rzędu 50–150 zł miesięcznie: nie za hosting, bo przy prozie kosztuje on tyle co domena, tylko za to, że ktoś odbiera telefon, gdy coś padnie, i że instancja dostaje kolejne wersje silnika. Widełki są szerokie, bo nie policzyłem jeszcze godzin. Po to jest ta runda.
Kogo szukam — hipoteza, nie ustalenie
Podejrzewam, że to nie są pojedynczy piszący. Oni porównują Kolofon z darmowym Substackiem i mają rację, że darmowe jest tańsze. Realny odbiorca to raczej małe wydawnictwo, czasopismo literackie albo fundacja rozliczająca grant: ktoś, kto potrzebuje faktury, ma ten wydatek w kosztorysie i ma powód, żeby nie stawiać cudzego dorobku na cudzej platformie. To hipoteza. Runda testów jest po to, żeby ją sprawdzić albo obalić.
Z czym Kolofon konkuruje, a z czym jeszcze nie
Kiedy zakładanie instancji da się zrobić jednym poleceniem, będzie to porównywalne z Substackiem, WordPressem i resztą — i wtedy porównanie będzie uczciwe. Dziś nie jest i nie udaję, że jest. Każda instancja przechodzi przez moje ręce, powstaje w rozmowie i zajmuje kilka dni. To bliżej złożenia książki na zamówienie niż zakładania konta, i na tym etapie tak ma być.
Kontakt
Kolofon jest na etapie, na którym potrzebuje drugiego serwisu — nie klienta. Szukam pięciu osób, które piszą regularnie i mają ochotę postawić na tym swoje miejsce, póki jeszcze mogą wpływać na to, jak silnik działa. Napisz kilka zdań o tym, co publikujesz i czego ci brakuje tam, gdzie publikujesz teraz. Odpowiadam każdemu.
Kolofon