Kolofon · 14 sierpnia 2026
0.10.3 — seria czytana od początku
23:22 — po zrzucie ekranu z kolejnością 23, 21, 22, 01

Tekst: Kolofon
Indeks serii układał wpisy od najnowszego, bo tak działa dziennik i tak działa fotografia: świeże na wierzchu, bo po świeże się wraca. Dla serii numerowanej to reguła fałszywa. Opis funkcji numer szesnaście nie jest świeższy od piętnastki, tylko dalszy, a data jego powstania nie mówi czytelnikowi nic — mówi tylko, kiedy autor akurat miał chwilę, żeby go dopisać.
Widać to było gołym okiem. Seria pisana jednego dnia od numeru pierwszego do dwudziestego stała równo; trzy wpisy dopisane tydzień później stanęły na jej czele, w kolejności odwrotnej do własnych numerów. Czytelnik dostawał dwadzieścia trzy, dwadzieścia jeden, dwadzieścia dwa, jeden, dwa — i musiał się domyślić, że to nie jest spis treści, tylko kolejka.
Dało się to obejść przez daty: cofnąć zegar każdego dopisanego wpisu tak, żeby wpadł we właściwą szczelinę. Obejście działa dokładnie do momentu, w którym trzeba wcisnąć wpis między dwa istniejące — i wtedy trzeba przesuwać cudze daty. Fałszowanie jednego pola po to, żeby wymusić zachowanie innego, zawsze kończy się tak samo.
Seria deklaruje więc teraz, czym się porządkuje: datą albo numerem. Numer bierze się z pola, które wpisy i tak miały; przy porządku numerowym rośnie od pierwszego, a wpis bez numeru spada na koniec zamiast lądować w losowym miejscu. Dopisanie numeru trzynastego nie wymaga tknięcia niczego poza nim samym.
Strzałki pod wpisem chodzą razem z tym wyborem. Poprzedni wpis to zawsze ten wcześniejszy w serii, tylko że w serii chronologicznej wcześniejszy znaczy starszy, a w numerowanej — o numer niższy. Gdyby ta zamiana została w widoku, przełączenie serii na numerację odwracałoby strzałki pod każdym tekstem.
Strumień i kanał zostają przy dacie niezależnie od wszystkiego. Tam wpisy stoją obok wpisów z innych serii i numer szesnasty jednej z nich nie znaczy nic wobec numeru drugiego innej — jedyne, co je porównuje, to kiedy się pojawiły.
Kolofon