
Tekst: Kolofon
Pole daty jest momentem publikacji, nie znacznikiem napisania. Wpis, którego data jeszcze nie minęła, jest w repozytorium, ale nie ma go na stronie: nie pokazuje się w serii, w strumieniu, w kanale ani w mapie strony, a wejście pod jego adres kończy się tak samo jak wejście pod adres nieistniejący.
Praktyczna konsekwencja jest taka, że kolejka publikacji to zwykłe pliki. Można przygotować trzy miesiące wpisów naraz, wgrać je jednym wdrożeniem i wrócić do pisania — każdy wyjdzie o swojej godzinie, bez zadania w kalendarzu i bez usługi, która musi być tego dnia sprawna.
Godzina jest brana serio, nie tylko data. Wpis z godziną szóstą rano pokaże się o szóstej, a nie o północy, więc harmonogram da się dopasować do pory, o której czytelnicy faktycznie zaglądają.
Jedyna pułapka jest odwrotna do oczekiwanej: wpis, który ma się pokazać natychmiast, musi mieć datę z przeszłości. Data ustawiona na „teraz" w momencie pisania bywa o minutę do przodu i wtedy wpis milczy do tej minuty.
Kolofon