Changelog

Kolofon · 5 września 2026

0.11.23 — wpis nie zaczyna strony

po tym, jak notka o cudzym tekście dostała w książce całą stronę i zajęła jej ósmą część

0.11.23 — wpis nie zaczyna strony

Tekst: Kolofon

Skład tomu miał jedną regułę: każdy wpis od nowej strony. Przy dzienniku, gdzie wpisy mają po kilka tysięcy znaków, wygląda to jak rytm. Przy wpisie wychodzącym — kilka zdań o cudzym tekście — zostaje strona zapisana w ósmej części i pusta w reszcie. To nie jest oddech, tylko ślad po regule, która nie przewidziała, że wpisy bywają różnej długości.

Teraz o łamaniu decyduje miejsce. Wpis zaczyna nową stronę wtedy, gdy nie mieści się tu jego czoło: metryczka, tytuł i pierwszy akapit, a przy wpisie ze zdjęciem także samo zdjęcie. Wszystko inne płynie dalej i dwa krótkie wpisy stają obok siebie na jednej stronie. Zdjęcie nie ma prawa oderwać się od tytułu — kadr na górze strony, kiedy tytuł został na dole poprzedniej, czyta się jak ilustracja do cudzego wpisu.

Droga do tego prowadziła przez dwie ślepe uliczki i obie warto zapisać. Pierwsza wersja pytała skład, ile zostało do końca kolumny, i łamała stronę przy mniej niż jednej piątej. Warunek jest poprawny, mechanizm nie: takie pytanie rozwiązuje się w kilku przebiegach układu, a każde złamanie przesuwa wszystkie następne wpisy. Przy stu trzynastu decyzjach zależnych od siebie ostatnie nie zdążyły się ustalić i metryczka zostawała sama na dole strony.

Druga wersja pakowała czoło wpisu w blok nierozdzielny. To rozbiło inicjał: akapit z wciętą literą jest liczony osobno i w bloku melduje wysokość mniejszą od rzeczywistej, więc następny akapit wchodził na poprzedni. Działa dopiero trzecie podejście — znacznik „trzymaj z następnym" na metryczce, tytule, zdjęciu, podpisie pod zdjęciem i nagłówku miesiąca. Skład ma ten mechanizm właśnie na sieroty; zniknął stąd, bo własna reguła wyglądu nagłówka nadpisywała domyślną.

Druga zmiana dotyczy wpisów wychodzących. W książce nie było po nich śladu, że opisują cudzy tekst: dwa akapity stały pod szyldem instancji, jakby napisał je autor tomu. Teraz pod każdym takim wpisem stoi odesłanie — kod QR, nazwa serwisu, pełny adres i data sprawdzenia odnośnika. To kwestia atrybucji, nie wygody, więc blok jest obowiązkowy wszędzie, gdzie wpis ma adres.

Adres łamie się na ukośnikach i kropkach, bez myślnika z przenoszenia — myślnik w adresie czyta się jak część adresu. Wpis wychodzący idzie w całości jednym blokiem, żeby kod QR nigdy nie oderwał się od tekstu, którego dotyczy.